jakbym sama siebie głaskała po głowie.












Czy Łukasz wygrałby z hydrą, gdyby zmienił mieszkanie?.


A więc przeprowadzliśmy się. W popiskach i zachwytach wpadaliśmy do tego mieszkania, przeciętego na przestrzał promieniami słońca, oplątanego drzewami, upstrzonego ptasimi ćwierkotami. W nieoswojonej przestrzeni tak łatwo, tak przyjemnie się plątać - jeszcze nie wiem gdzie tu odkłada się cukier, gdzie leżą moje apaszki, kolczyki, rajstopy; ręka jeszcze sama nie wędruje do włącznika światła, kubka na kawę, ręcznika; wszystko trzeba odkrywać od początku, chichotliwie dziwić się niesforności przedmiotów, które nie są tam, gdzie być powinny, psotności pamięci, która każe po raz raz trzeci zabłądzić do złego pomieszczenia. W rozbieganej radości podbijamy przestrzeń, rozsypując wokół pocałunki, rozstawiając książki i drobiazgi, wygłaszczamy radosne pochwały wszystkiego, co tylko przyjdzie nam do głowy (balkon, widok z okna) i pieczemy nieśmiałe niedorostki babeczek, żeby potem móc nurzać nosy w ciepłym zapachu ciasta. Tylko kot znosi to spokojnie, z dezaprobatą mruży oczy na niezrozumiałe ekscytacje ludzi, upewnia się gdzie stoi jego miska, metodycznie otwiera wszystkie szafki, furkocze trochę gniewnie na zaokienne gołębie, a potem z sytym egoizmem bierze w wyłączne władanie najwygodniejszy fotel, na którym od tej chwili nikomu już nie wolno siadać. Ja oswajam się powoli. Porankami, kiedy Marek wychodzi do pracy, staję z kawą przy oknie, patrzę jak za rzeką leniwie przeciąga się miasto, śledzę rdzawokrwiste smugi, które zostawia na ścianach wschód słońca i myślę o tym, jak będzie nam tu dobrze.

ps. a za moją nieobecność proszę podziękować TPSA, ktora przez ponad miesiąc nie raczyła udostępnić linii telefonicznej, a więc upragnionego internetu. Reszta nieobecności to już moje lenistwo. ale znowu jestem i, chociaż nadal nie mam pojęcia po co mi ten blog, jakoś się stęskniłam :)



skomentuj (9)
2010-02-01






niejesień.


Może ta jesień jeszcze się ocknie, obudzi, wywlecze się z tych kałuż i błota, strzepnie z siebie te przegniłe, poszarzałe szmaty i zalśni, zamigocze kolorami, rozbłyśnie światłem, otumani, zapachnie. Nie, jesienie nie powinny być takie pogniecione, przemokłe, podkrążone. Powinny jeszcze na koniec, mamić i przyzywać, rozwieszać na drzewach wielobarwne fatałaszki liści, olśniewać słońcem, grzechotać biżuterią jabłek, rozsypywać szczodrze swoje śliwkowe uśmiechy. Na jesień zawsze miałam ochotę na miłość, poddawałam się łaskotkom powietrza, od których przechodziły mnie dreszcze jakichś łapczywych rozkoszy, na jesień zawsze planowałam podróże, podniebne i nieogarnione, przeguby pęczniały mi od chciwej krwi, nurzałam się w jesiennej kokieterii, wpadałam w jakieś rozedrgane, roześmiane półsny, wgryzałam się w jej miąższ narkotycznie soczysty.  Więc może ta jesień jeszcze się opamięta, weźmie w garść, wynurzy z tego ciężkiego, popielistego otumanienia, może się jeszcze zdarzy tak naprawdę i napełni nam płuca porankami chłodnymi i ostrymi jak kieliszek, może jeszcze coś nam obieca, czymś nas zaczaruje. Dajmy jej jeszcze szansę, poczekajmy.



skomentuj (9)
2009-10-26






Donosy codzienne.


Co rano uderza we mnie rzeczywistość i błaga o uwagę. Z ekranu komputera, ze stron gazet wylewają się na mnie wydarzenia codzienne, skomlą o spojrzenie, ciągną mnie za rękaw buńczuczne światowe wojny, pokątne rozwody gwiazd, decyzje polityków, wyniki sportowe. Informacje i plotki obracają się na plecy i zachęcająco odsłaniają bezbronne brzusiątka, jeśli ich nie przeczytam - to nie zaistnieją, pozostaną poza obrębem mojego świata, bez prawa do apelacji, bez prawa do ponownej próby, nieobecne, martwe. Mają na to tylko jedną dobę, jętki jednodniówki, jutro już zdezaktualizowane, przewiędłe i szare, całkowicie pozbawione swoich świeżych wdzięków. Opędzam się jak mogę od obślizgłych plotkarskich podszeptów, z królewską szczodrobliwością udzielam mojego spojrzenia niektórym wydarzeniom, ale szybko się nudzę, nie doczytuję do końca, daję się uwodzić innym, które wypinają się, prezentują, kuszą. Ale nie ma na to czasu, zewsząd napierają już reklamy, soczyste kolorem, blaskiem, migające albo dumnie nieruchome, oferują mi łatwe piękno, wieczną młodość, komfort, podróże, bogactwo. Och, nieogarnione jest królestwo darów reklamowanych produktów, które wpychają się do skrzynek na listy, czają w mailach, rozkładają się przede mną w smsach. Każdy z nich wygina się kusząco, odsłania skraweczki, obiecuje, że wraz ze sobą niesie dla mnie nową jakość życia, nieogarnioną soczystość przygód, zaciśniętą zazdrość przyjaciół, ponadczasowy szyk, wygodę i piękno. A ja bronię się przed ich szatańskim kuglarstwem, kasuję, zgniatam, wyrzucam, odwracam zawstydzone oczy. Ale ciągle napierają nowe, reklamy, wiadomości, reportaże z życia zwykłych ludzi, porady, ciekawostki. Nie, nie potrafimy już ogarniać świata, zrobił się za duży, już za bardzo ruchomy i nieustalalny. Codziennie pęcznieje, rozrasta się, przekształca, zmienia fatałaszki i nabiera ciała. Więc zamiast świata wybieram opowieści o świecie, kuszące literackie półprawdy (ponad prawdy? niedokłamstwa?), karnie wsunięte pomiędzy okładki, nieruchome i odtwarzalne. Albo wydziubuję drobne, smakowite okruszki, przyjemnie intymne poszepty prywatności, które ludzie zostawiają na pokaz na blogach. To mogę przynajmniej ogarnąć, w to mogę przynajmniej uwierzyć.



skomentuj (0)
2009-10-25











/2009 październik wrzesień sierpień lepiec czerwiec maj plecień marzec luty pstyczeń / 2008 grudzień listopad paśćdziennik wrzesień sierp lipiec czerwietsss maj kwiecień mażec luty styczeń / 2007 gródzień liztopad październik wrzesień sierpień lipiec czerrwiec maj kwiecień marzec lóty styczeń / 2006 głudzień liśćopad październik wrzesień sierpień lipiec czerrwiec maj kwiecień marzec lóty styczeń / 2005 głudzień liśćopad październik wrzesień sierpień lipiec czerrwiec maj kwiecień marzec lóty styczeń / 2004 grrudzień listopad paździerrrnik wrzesień sierrpień lipiec czerrrwiec maj-eranek kwiecień marzec lóty styczeń / 2003 grrudzień listopad paździerrnik wjesień sierrrpień lipiec czerrrwiec maj kwiecień marzec luty styczeń / 2002 grrrudzień listopad paździerrrnik wrzesien sierrrpień lipiec czerrrwiec maj kwiecień marzec luty styczeń












maga.wszystkie prawa zastrzeżone :)